Katowice w „północnym centrum” Polski. Wrocław na „północnym zachodzie”. 95% młodych Polaków mówiących płynnie po angielsku. „Historia sufferingu”. „Tradycyjna chlebowość”. Pięcioro noblistów zamiast siedmiorga. Przypisy ponumerowane w kolejności: 1, 2, 3, 41, 517, 7, 8, 9, 105, 116 — bez żadnej logiki, bez dat, bez numerów stron.
Od kilkunastu godzin internet żyje raportem „Polaków Portret Własny” — dokumentem, który miał być fundamentem strategii promocji marki Polska za granicą, a stał się case study czegoś zupełnie innego.
I oczywiście pojawia się pytanie: czy pisała to sztuczna inteligencja?
Moim zdaniem to niewłaściwe pytanie. Bo odpowiedź brzmi: prawdopodobnie tak, w dużej części — i to samo w sobie nie jest problemem.
Skąd ten raport
„Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska” powstał w ramach zadania publicznego „Marka Polska – podstrategia turystyczna”, dofinansowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki kwotą blisko 200 tys. zł. Za dokument odpowiada Fundacja Marka Polska Think Tank we współpracy z Akademią Leona Koźmińskiego, a podpisała się pod nim dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń — pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski.
Raport trafił do sieci w listopadzie 2025 roku i leżał sobie spokojnie na stronie fundacji przez blisko dziewięć miesięcy. Dopiero 20 sierpnia 2026 roku Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego opublikował serię wpisów wskazujących na dziesiątki nieścisłości, geograficznych absurdów i fragmentów, które wyglądają jak nieoczyszczony output modelu językowego — łącznie z angielskim słowem „despite” wklejonym w środek polskiego zdania.
W ciągu kilku godzin dokument stał się jednym z najczęściej komentowanych plików w polskim internecie.
Sam korzystam z AI. Problem zaczyna się zdanie później
Uczę wykorzystania AI zawodowo — przedsiębiorców, marketerów, studentów. Widzę codziennie, jak ogromnie potrafi przyspieszyć research, analizę czy pracę z tekstem. Dlatego nie widzę niczego kompromitującego w zdaniu:
„przy tworzeniu raportu korzystaliśmy z AI”.
Problem zaczyna się zdanie później.
Kto sprawdził to, co wygenerowała AI? Kto zweryfikował dane? Kto sprawdził źródła? Kto przeczytał całość przed publikacją? Kto wreszcie powiedział: „tak, podpisuję się pod tym swoim nazwiskiem”?
Bo Human-in-the-Loop nie oznacza człowieka, który wpisuje prompt i naciska Enter. Oznacza człowieka, który pozostaje odpowiedzialny za rezultat. To jest cała różnica — i dokładnie w tym miejscu ten proces się posypał.
Co się wydarzyło, gdy zrobiło się głośno
Tu robi się naprawdę ciekawie — bo znacznie bardziej niż same błędy w treści interesuje mnie to, co wydarzyło się po wybuchu krytyki.
Sprawdziłem stronę fundacji z raportem. Wciąż działa, plik PDF wciąż da się pobrać pod tym samym adresem co w listopadzie 2025. Ale metadane strony pokazują ostatnią modyfikację na 20 sierpnia 2026, godz. 15:25 — a więc już po tym, jak sprawa się rozniosła. W tym samym momencie na stronie pojawiło się zdanie, którego wcześniej tam nie było:
„Niniejszy raport jest wersją roboczą, która będzie podlegać korekcie.”
Żadnej informacji, że to dopisek wprowadzony post factum. Żadnej wzmianki o tym, co się zmieniło. Po prostu cichy retusz.
Do tego doszło oficjalne stanowisko przekazane Interii przez samą autorkę: raport miał być dokumentem roboczym, powstał z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i nie był przeznaczony do publikacji.
Brzmi rozsądnie — dopóki nie zestawi się tego z faktami. Dokument był publicznie dostępny do pobrania przez niemal dziewięć miesięcy. Był podpisany pełnym nazwiskiem i tytułem naukowym. Był oznaczony logotypami Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Stowarzyszenia Konferencje i Kongresy w Polsce (choć resort twierdzi, że nie wyraził zgody na użycie swojego znaku). Ministerstwo dodatkowo poinformowało, że rozliczyło umowę na kwotę 179 738,19 zł, a kwestionowany raport nie został przedstawiony jako element tego rozliczenia — co samo w sobie rodzi pytanie, czym właściwie było to, co przez dziewięć miesięcy wisiało publicznie z logo resortu.
„Nie było przeznaczone do publikacji” nie tłumaczy, dlaczego było publicznie dostępne. Tłumaczy tylko, dlaczego nikt nie chce teraz brać za to odpowiedzialności.
AI niczego tu nie zrobiła
I to jest sedno sprawy.
AI nie zdecydowała, że materiał jest gotowy do publikacji. AI nie podpisała raportu niczyim nazwiskiem. AI nie dołączyła logotypu ministerstwa. AI nie ustaliła wysokości finansowania. AI również nie dopisała później zdania o „wersji roboczej”, gdy zrobiło się gorąco.
W każdym z tych miejsc decyzję podejmował człowiek. Model językowy może wygenerować bardzo słaby tekst — i tu rzeczywiście wygenerował bardzo słaby tekst, z halucynacjami, urwanymi przypisami i geografią, która umieszcza Katowice na północy kraju. Ale to nie model zdecydował, że taki tekst trafi do internetu opatrzony nazwiskiem pełnomocniczki rządu i logo ministerstwa.
Dlaczego to ważny case study
„Polaków Portret Własny” może stać się jednym z ważniejszych polskich przykładów tego, jak nie wdrażać AI do pracy eksperckiej. Nie dlatego, że pokazuje, iż „AI jest zła” — bo nie jest. Pokazuje coś dokładnie odwrotnego: że w czasach, gdy wygenerowanie 26 stron tekstu zajmuje kilka minut, kompetencje, krytyczne myślenie i odpowiedzialność człowieka stają się ważniejsze, a nie mniej ważne.
Im łatwiej wyprodukować treść, tym trudniejsza i cenniejsza staje się umiejętność jej zweryfikowania, zredagowania i wzięcia za nią odpowiedzialności — zanim, a nie po tym, jak ktoś to zauważy.
AI może być świetnym juniorem.
Ale ktoś nadal musi być seniorem.
Źródła: Interia, naTemat.pl, Spider’s Web, dorzeczy.pl, wp.pl, newsmaxpolska.pl, markapolska.pl. Kopię raportu w wersji sprzed i po edycji strony można porównać przez Wayback Machine (web.archive.org).
